Ewangelizacja

Ewangelizacja to temat rzeka. Są osoby, które traktują to słowo jako worek, w którym mieści się wszystko, co dzieje się w Kościele. Ja do takich osób nie należę. Ewangelizacja to działania, które mają na celu docieranie do osób, które nie mają doświadczenia żywego Boga. Natomiast gdy mówimy o nowej ewangelizacji, to mowa jest o poszukiwaniu nowych sposobów dotarcia do osób, które nie spotkały żywego Jezusa.

Zarówno temat ewangelizacji, jak i nowej ewangelizacji bardzo mnie fascynują. Nie chodzi o dysputy na ten temat, ale o konkretne działania w tym kierunku. Jestem mocno nastawiany na szukanie nowych dróg dotarcia do serca człowieka. Bóg mnie w tym temacie obdarował i staram się z tego obdarowania korzystać. Powstało już wiele konkretnych inicjatyw, o których możesz poczytać w zakładce tworzenie.

Moimi idolami, co do rozumienia nowej ewangelizacji i podejmowania ryzyka z tym związanego są w Polsce bp Edward Dajczak i bp Grzegorz Ryś.

Czy każdy może ewangelizaować? W dniu święceń powiedziałbym, że tak. Dziś uważam, że nie każdy. Mamy różne obdarowanie i nie każdy jest powołany do służenia Bogu na pierwszej linii frontu. Bóg sobie takie osoby wybiera i uzdalnia do podjęcia takich zadań.

Do nowej ewangelizacji trzeba mieć szczególne powołanie. Taka osoba nie może się zrażać opinią na swój temat. Nie może też bać się popełniać błędy. W nową ewangelizację wpisane są pomyłki. Trzeba je zauważać i umieć się wycofywać, gdy coś nie przynosi owocu.

Nowa ewangelizacja jest mocno krytykowana wewnątrz Kościoła. Ona budzi zazdrość, zmusza do pracy poza zwykłymi obowiązkami, prowadzi do braku wdzięczności, do słuchania oszczerstw na swój temat. Człowiek nowej ewangelizacji musi się przyzwyczaić, że czynione przez niego dobro będzie pomniejszane, a pomyłki będę eksponowane i omawiane na forum. Będzie to boleć tym bardziej, że to trudne doświadczenie przyjdzie właśnie od ludzi Kościoła.

Bardzo często spotykam się z formalną otwartością na nową ewangelizację przy jednoczesnym totalnym zamknięciu na zmianę czegokolwiek. Tutaj nie chodzi o złą wolę kogokolwiek. Jest po prostu lęk przed nowością.